Strona:Lucjan Rydel - Pan Twardowski.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I czekał, kiedy wypadnie
Pełnia. — Żadnej nie czuł trwogi,
Gdy tam poszedł o północy
I z groszami siadł u krzyża:
Tam chyba czart nie ma mocy
Ani nawet się nie zbliża.
Tak myśląc, liczył groszaki,
A wymawiał każde słowo
Głośno, dobitnie, miarowo,
Za każdą dziewiątką znaki
Czynił obcasem po ziemi
I wszystko szło wyśmienicie.

Już kończył z ósmą dziewiątką,
Gdy za plecyma swojemi
Słyszy: „Cóż wy tak liczycie?“
Spojrzał i widzi dzieciątko
W jednej koszuli podartej…
Stoi, kiwa głową dużą,
Wytrzeszcza nań oczy rybie,
Co nie drgną, ani się zmrużą.
Zdrętwiał… Toć to nie są żarty,
Toli Złe na niego dybie.
— „Chcesz mieć więcej?! Niech ci służą!