Strona:Lubiński - Wianek z Górnego Śląska.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wieczorem w lesie.

Za chmurami pędzi miesiąc,
Wiatr się z lipy liściem pieści,
A przez drzew wierzchołki ciągną
Ciche szepty, stare wieści.

Po zroszonej łące bieżą
Tajemnicze dzwonów głosy,
Z niemi mile się mięszają
Kmiecia piosnka i brzęk kosy.

Czujna i przezorna sarna
Z gęstej kniei się wymyka —
Stoi — śledzi — krok po kroku
Posuwa się do strumyka.

Tam w żałosnych słowik tonach
Wylał swoje serce małe,
A przy jego pieśniach ciągną
Rej rusałki śnieżno-białe.

Wtedy budzą się ptak leśny
I kwiat wonny na murawie,
By na duchów tańce patrzeć
To z obawą, to ciekawie.