Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kiedy ojciec był nieobecnym w mieście, a matka sama bez opieki, z myślą tylko o dzieciach zostawionych w domu, śród ognia karabinów przedzierała się od barykady do barykady, z jednakowém uczuciem przyjmowana przez walczących. Lud i wojsko mordujące się dozwalało wolnego przejścia téj niewieście, która innéj nie miała broni jak krzyk: Polka, która do dzieci swoich dąży.
Równą sobie duchem mógłże był znaleźć, on, taki potężny geniusz? Z tych które znał w młodości swojéj żadna nie dostawała do jego wielkości; serca zacniejszego znaleźć nie mógł.
Niedostatek, tęsknota, wygnanie, miłość bez granic, życie czyste jak łza, praca, pokora, choroby, wszystko to za nic się nie liczy w obec sentymentalnych usposobień biografów nic niewiedzących... Co im do tego; im trzeba wiązać wieniec cierpień dla wieszcza i fabrykować kolców jakby więcéj nad te jakie mu los przyniósł, na téj rózdze która się w około jego czoła obwiła. Tak to ludzie chcąc być zanadto sprawiedliwymi, przechodzą sprawiedliwość, a przeszedłszy, muszą być niesprawiedliwymi; równowaga w sądach zda się być umysłom naszym niedostępną równie jak doskonałość.
Codzień dopytywałem się i codzień gorsze K... przynosił mi wiadomości, nareszcie przyszedł ostatni dzień, Celina umarła. Pobiegłem do Arsenału... mnóstwo ludzi zapełniało salonik... jedni wchodzili, drudzy wychodzili, kilka figur z hotelu Lambert, pani Falkenhagen, pani Januszkiewiczowa, przemknął mi się w oczach i Mierosławski i kto tam niebył.. Ciało zmarłéj stało na ziemi, w trumnie, w pokoju sypialnym... przy wejściu, ojciec zobaczywszy mnie zbliżył się, ujął mnie za rękę silnie i wprowadził do