Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nic trudniejszego, nic bardziéj bolesnego dla kobiety nad zgodę na to czemu się jéj natura opiera, a jednak Celina zgadzała się i przyjmowała spokojnie ten świat tworzący się i na niéj probujący podobieństwa egzystencyi, ale téż opłaciła to zachwianiem się władzy najszlachetniejszéj.
Przyczyny fizyczne, a mianowicie rzucenie się pokarmu na mózg wywołują u kobiet czarną melancholię, ale matka wasza nie traciła wymowy; jéj rodzaj cierpienia był odmienny, była to dusza ciągnięta na ołtarz bóstwa, którego konieczności nie pojmowała; pojawienie się człowieka silnéj woli i obdarzonego wielką siłą magnetyczną uspokoiło jéj nerwy, ale do końca życia nie przełamało stanowczo choroby, tego dziwnego osmutnienia, które tę piękną niewiastę zamieniało w posąg jakby jednéj z owych karyatyd na których głowach cały ciężar gmachu spoczywa; milczała, poddawała się, cierpiała, znosiła i figury jéj wstrętne a mianowicie kobiet i zdania Bóg wie nie jakie udających natchnienie ludzi, zwyciężała się tysiąckrotnie i skończyła jak Chrześcianka, z wiarą w Boga i w jego nad nami opatrzność.
Pamiętacie co powtarzał ojciec przed jéj zgonem: «Celino! Celino! za mało się zobaczymy».
Głównym powodem jéj cierpień było to co wyżéj powiedziałem, a jeśli do tego dodamy troski codzienne, obawy, niepokój o każde jutro; na niéj bowiem wszystko przy nieporadności ojca w życiu praktyczném polegało, o zrozumiemy że można było stracić zmysły śród nieustannie uderzających fal niedoli.
Męstwo żołnierza niewystarczającém byłoby do podobnéj walki, a wszakże pamiętacie ową rzeź paryzką 1848 r.,