Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

cuzów; słuchałem, nie słuchając, ale ostatni frazes uderzył moję uwagę oryginalnością poetyczną:
«Gdyby aniół stanął na kolumnie bastylskiéj, to instytut wysłałby komissyą wysadzoną ze swojego grona do wybadania powodów fizycznych tego zjawiska» i rzekłem nie czekając:
— «Byłeś u pana Adama?»
— «Byłem, albo co?»
— «Nie, tak...» spojrzał mi w oczy i oddalił się.
Ze słów Adama księgi możnaby spisać.
Ściskam dłoń twoję, drogi panie Władysławie,

Teofil.




Drogi Panie Władysławie,
Florencya, 2 lipca 1874 roku.

Dnia nie pamiętam, ale było to na parę tygodni przed śmiercią ś. p. matki waszéj, przechodząc przez Champs Elysées spotkałem K..., biegł co tchu pomimo upału niosąc obrazek jakiegoś starego mistrza. «Gdzie tak?» «ach! mój kochany, spieszę do Adama, z Celiną źle, doktorzy nie zostawiają żadnéj nadziei, Adam chodzi jak z krzyża zdjęty, choroba powiadają nie da się leczyć, i życie jéj już tylko na dni rachują. Oj! bieda panie, a do tego i kasa jakoś wyczerpnięta — nosiłem obrazek Dominichina do ***, ale trzysta franków wydało się za drogo téj osobie, odmówiła; cóż robić, odnoszę, pieniądze się znajdą, stara emigracya sama siebie musi ratować. Adam, Adam, mój Boże nasi genjusze, zawsze ta sama historya, kiedy nie potrzebują to cię przyjmują, komplementują, chwalą się twoją