Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


skając zęby z bolu od nowych ran i zapewne im się musiał dumnym wydawać.
«W domu wiewiórka dziecku narobiła śmiechu, ale matka się spłakała, a o sobie pan Adam powiada, że mu to dało wyobrażenie moskiewskiego żołnierza, którego pułkownik krzywdzi, a on stać musi wyprostowany przed tyranią, jak on stał przed dzieciństwem francuzkiém, któremu wygodniéj się pośmiać jak pomyślić i dlatego taki łatwy do śmiechu.»
Rys ten charakteru ojca warto żeby nie zaginął; starożytni tego rodzaju fakta notowali w historyi; śmieszne to, a ma tyle wartości moralnéj co paląca się ręka Scevoli.
— «Dokąd dążysz?»
— «Idę do Sienkiewicza dowiedzieć się dla pana Adama czy tam nie usłyszał co od dworu.»
— «A czyż Adam nie bywa u cesarza?»
— «Nie, a po co? a wszakże wiesz, iż rząd cesarski odmówił mu prawa obywatelstwa, posadę jakąś dali... o którą zawiść tyle narobiła wrzawy, że aż potém po dziennikach pisano; a świetna posada oj! oj!» Tu Henryk zwrócił się ku ulicy de la Pepinière, a ja zaszedłem do pułkownika Goreckiego, który mi wiersz następujący przeczytał i na pamiątkę ofiarował, przypisany jakiemuś p. Haldemanowi.»

O jakim Chrześcianie pokoju mówicie?
Żeby Polak w kajdanach chodził całe życie?
Nie żądaj domu bliźnich, wiecie Boże prawo;
Jedni z was go nie bronią, drudzy depcą krwawo.
I patrzcie, jaka teraz kara wam zesłana:
Nie chciałeś za Polaka, walcz za Bisurmana, etc., etc.

W powrocie do domu zeszedłem się, już nie pamiętam z kim i ten począł mi wygłaszać długą tyradę na Fran-