Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niewdzięczność cięższa niźli zdrajcy dłoń
Dosięgła go i serce pękło mu.

Nielogiczność naszéj młodzieży i jéj odżegnywania się od poezyi obok cześci oddawanéj pismom Adama i Zygmunta Krasińskiego, którzy przecież nie żyli tylko dla swojego czasu, zdradza jakiś promień szlachetny na dnie duszy, tak że chcielibyśmy podejrzywać o ową platońską nienawiść dla poetów z téj prostéj przyczyny: że filozof ten był największym poetą epoki; oby tak było, obyśmy wydali ze siebie nowego Platona, nowe drogi wytknęli ludzkości, tylkoż trudno wierzyć; nielogiczność jest najstraszniejszą krytyką wszystkich systematów a z kontradykcyj naszych pedagogów utilitaryzmu możemy się spodziewać co najwięcéj Proudhon’a, ilości zdan pomiędzy sobą sprzecznych.
Za życia Adama pojawiały się pojedyńcze manifestacye zapowiadające gangrenę, małe czarne plamki; pierwszy dał przykład Gurowski, za nim poszedł książe Świętopełk, potém jakiś proletaryusz, którego nazwisko przepadło. Daléj cynizmu korytem rozlała się gawęda Rzewuskiego w Pamiętnikach Michałowskiego, a dziś już gromadniéj występują odstępcy z którymi dyskusya jest niemożebną.
Wszystko stracone prócz cześci! zawołał król francuzki po przegranéj bitwie; nasi rozumni bracia słów tych powtórzyć nie mogą, włączając się dobrowolnie w szeregi niewolników, których jedynym zaszczytem ma być odtąd łaska zwyciężcy.
Ale dość, Karol Baliński dostrzegł już w Woronicza wierszach: «Troja na to upadła, żeby Rzym zrodziła» fatalnego upadku; czy taką była intencya rymotwórcy, niech