Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Drogi Panie Władysławie,
Florencya, 13 czerwca 1874 roku.

Powiadają, że jedna z siedmiu gwiazd plejady znikła w czasie oblężenia Troi. Owidyusz poetycznie wyraża się o tém, że tknięta losem nieszczęśliwym Pryamowego grodu z żalu okryła dłonią jasne lice; to samo powiedzieć by można o jednym z siedmiu darów Ducha świętego, o sprawiedliwości, że znikła od czasu rozbioru Polski. Kto nie zadawał krzywdy temu narodowi? a przyjaciele i własne dzieci najcięższe. Mimo to wiara w sumienie ogólnoludzkie i w sprawiedliwość nie opuszczała nas i nie opuszcza, bo jak jedna z gwiazd plejady zniknąć nie mogła i tylko się od swoich siostr oddaliła, tak i sprawiedliwość; czas powróci jednę i drugą wedle wyroków, których głębokość nie nam sądować.
W pismach ojca potomność znajdzie zaznaczone wszystkie rany ojczyzny; z téj strony równego Adamowi poety w literaturze powszechnéj nadaremnie by szukał, ale bo téż i nadaremnie by szukał podobnéj tragedyi. Myt jeden tylko grecki zbliża się do niéj, o owym Prometeuszu. Słudzy potężnego Jowisza (do czasu bo i ten nie odejmie się trójkształtnym Parkom) wkładają nań kajdany i obelgi i tylko słabe, złoto-włose oceanidy u stóp jego narzekają.
Adam każdą skargę ojczyzny wysłuchał i każdą palącém słowem w pismach swoich zaznaczył, i on jeden z poetów mógłby dać imię swoje owéj Eschylesowéj figu-