Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w stronę zkąd dochodził i naraz znalazłem się śród robotników w bluzach; było ich do dwóch set, wycinali drogę. Mówiono mi że cesarz z jednym tylko swoim przybocznym wskazywał kierunek komenderując ludowym toporom; z radością prawdziwą poszedłem powiedzieć o tem panu Adamowi!
— «A cóż chcesz, na czele Francyi stojący mąż w każdéj chwili musi mieć postawę bohaterską i robić czyn bohaterski, inaczéj go podepcą, bo to straszny rumak ta Francya. Jego stryj wiedział o tém.. widziałeś obraz pierwszego konsula na szczytach Alp, na rozhukanym rumaku?»
— «Widziałem, ale jakby dzisiejszego David malował?»
— «A ty jakżebyś?»
— «Gdyby Polsce dźwignąć się dopomógł i kwestyą narodowości uregulował w Europie, to w obrazie Chrystusa, który jako ogrodnik ukazał się po zmartwychwstaniu, dałbym mu miejsce ogrodniczka także który się za nim ogląda. Dziś jeszcze go całego nie widzę, to z czém przyszedłem zastanowiło mnie i rozradowało, widzę że ma za sobą massy, ale nie dość jest posiadać żywioł, należy jeszcze wiedzieć co z nim zrobić.»
Na co pan Adam:
«I on wie, bo to zawsze Napoleon!»
Pokazało się że nie wiedział, albo że wiedzy natchnienie nie odpowiadało i sam ojciec odmienił późniéj o nim zdanie.
Od cesarza przeszła rozmowa do Polski, pan Adam chodził poruszony:
— «Miłością rozpalać nieprzyjaciół, ale chorągiew trzymać wysoko... oto co nam pozostaje, źle mówię pozostaje, to jest droga prawdy...