Strona:Listy o Adamie Mickiewiczu.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

że się nieprzyjaciel, wrona czy jastrząb przybliża, wróble zwiedzione, myśląc że trąbią na trwogę uciekają, a ona tymczasem zmiata co się znajdzie, a spieszy się aż skrzydełka po ziemi pokłada; myślałem o poprawie i niewynalazłem środka. Niemniéj mi trudno z moją kwadraturą koła o któréj ostatecznie akademia umiejętności zdecyduje, pokazywałem panu Adamowi projekt i dowodzenia, ale się śmieje; czybyś nie chciał obywatelu przepisać mojego manuskryptu? staram się o takiego coby przepisał...»
— «Gdyby czas był po temu i owszém, ale czasu nie mam».
— «Dziekońskiemu mówiłem, ale i ten odmówił, przyjdę do pana wieczorem, bo podobno dużo piosenek narodowych posiadasz, a może nie znasz tych które ja spiewam. — Cóż pan dziś porabia?»
— «Idę na obiad do hr. Hermana Potockiego, gdzie i pan Adam będzie.»
— «A to muszę pobiedz dzieci zawiadomić, żeby na ojca nie czekały, bo dzieciska jak ptaki, żołądeczki zawsze gotowe.»
Pożegnałem się z nim; chyląc się staruszek pomknął ku Paryżowi. Co za figury i jak tu takich nie kochać! Korylski z wielu innymi Polakami pomagał Ludwikowi Napoleonowi w jego wyprawie Boulońskiéj, za co książe obdarzył go pierścieniem zapewniając, że jeśli osiągnie tron cesarski Korylskiemu za okazaniem tego pierścienia wynagrodzi jego poświęcenie. Wychodziec Polski wszakże nie korzystał z wzniesienia się Napoleona i owszem, przeciwnie, widząc iż ten bynajmniéj Polską się nie zajmuje, żeby oddalić od siebie wszelką myśl pokusy, pierścień księcia rzucił w Sekwanę.