Strona:Listy O. Jana Beyzyma T. J. apostoła trędowatych na Madagaskarze.djvu/035

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    można. Dodał przytem, że nie przybywa oficjalnie od rządu przysłany, tylko sam z własnej ochoty, bo — mówi — nie można tak ludziom dawać się męczyć i cierpieć bez żadnej pomocy. Skąd wiedział, że ci biedacy nie mają żadnej pomocy, tego nie wiem, pierwszy raz w życiu zobaczyłem go wtedy. Powiedziałem mu otwarcie, że mu bardzo wdzięczny jestem i dziękuję w imieniu chorych, ale prosić o to nie śmiałbym, bo nie mam ani grosza. On mi mówił, że wszystko chce robić bezpłatnie i lekarstwa i potrzebne opatrunki też dawać bezpłatnie, li-tylko dlatego, żeby ulżyć tym nieszczęśliwym. Lekarstw daćby nie mógł, gdyby mu rząd nie pozwolił brać ze szpitala, ale on pomówi o tem z generałem. Prosiłem go tylko, żeby o tem pomówił z przełożonymi misji, ponieważ ja decydować w tej rzeczy bez nich nie mogę i jeszcze raz podziękowawszy mu w imieniu chorych i od siebie za jego dobre chęci, pożegnałem go. Po jego odjeździe nakazałem moim chorym, żeby się modlili o uskutecznienie zamiaru doktora, a sam gorąco podziękowałem Matce Najśw. za pomoc. Czem i jak się to skończy, jeszcze nie wiem, ale mam nadzieję, że pomyślnie, boć przecie nie kto inny, ale Matka Boska sama kieruje sprawą.
    Nadeszły »Misje katol.« francuskie i tam znalazłem (wyciąg z »Misji« polskich), że dla mnie nadesłano z Polski 235 fr. Dzięki Bogu, myślę sobie, sumka wprawdzie malutka, ale początek funduszu na szpital już jest, resztę doda Matka Boska. Jedno z drugiem, t. j. propozycja doktora i wiadomość o jałmużnie, wiele mi ducha i nadziei dodało. Ciężko idzie, jak z kamienia, to praw-