Strona:Liryka francuska. Seria pierwsza.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Zjawże się ze sztyletem w piersi. Będzie szczera
Tragedya. Wiesz, zupełnie Inez de la Sierra.
Stukają... któż tam? Ach, do drzwi się szczur dobiera.

Śnię o tobie jedynie! Na wszystkie przedmioty
Wspomnienie twe mży jako błędny ognik złoty.
Moja samotność — Ty! Me złotookie sowy —
Ty! Strzałka w wietrze — Ty! Cobądź się czepi głowy! —[1]
Ty! mych okiennic w burzę rozwarte ramiona!
Ty — święto, pieśń, co echem w oddaleniu kona!
Wichry twe imię jęczą! To mania szalona!
To mania, — ale to — Ty! — Moje serce.
Naścież jak me okiennice
Biją w wichrowej rozterce
Najprzeciwniejsze tęsknice.
Patrz... jakoweś przelotne wędrujące cienie
Nakreśliły twój profil na okna rubieży,
I odwróciłem głowę. Nadzieja? Wspomnienie?
Siostro Anno! Czy widzisz już tam z twojej wieży?«...

Nic! Widzę... Widzę pośród mej zimnej komnatki
Łóżko me niezasłane, i nędzne manatki,
A na mem łóżku cicho śpi pies. Biedne zwierzę...
A że to wszystko — boli — więc śmieję się szczerze!

Przywołuję cię kobzą i lirą. Czar działa!
Serce każe w takt własny rozsądkowi skakać:

  1. Przypis własny Wikiźródeł Brak części tekstu. Treść (zaznaczoną kolorem szarym) uzupełniono ze zbioru wierszy Bronisławy Ostrowskiej pt. „Aniołom dźwięku“; Wydawnictwo Gebethnera i Wolffa, Kraków-Lublin-Łódź-Warszawa, 1913 r., s. 214-6 (skany na stronie Chełmskiej Biblioteki Cyfrowej).