Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

i zastanawiać się nad wszystkiem. Teraz dopiero wypełniła się próżnia, otaczająca ich dotąd. Teraz rozproszyły się ciemności, w których tonęły apatycznie, i olśniło je światło ożywcze, promieniste!
Księżniczka Marja, zapomniała o swojej brzydkiej twarzy, o nieszczęsnej fryzurze, zapatrzona jak w tęczę, w tego mężczyznę, tak pięknego, tak wspaniałego, tak otwartego, który mógłby zostać jej mężem. Wydawał się jej dobrym, najszlachetniejszym, dzielnym, pełnym energji. Była o tem najmocniej przekonaną i snuła wątek marzeń czarownych, upajających, w swojej bujnej wyobraźni... Nadaremnie starała się stłumić głos serca; myśli rozkoszne o przyszłem szczęściu domowem, mózg jej rozsadzały.
— Możem ja za zimna, za obojętna? — mówiła sobie w duchu. — Ale jeżeli trzymam się na wodzy, to tylko z trwogi żeby nie zdradzić się zanadto, jak on mnie silnie ku sobie pociąga!... Tego jednak on nie może odgadnąć i gotów pomyśleć, że jest mi niemiłym...
Starała się biedaczka okazać mu ile możności, jaką wzbudził w niej sympatją, chciała być wesołą, ożywioną, ale jej się z tem wiodło najfatalniej.
— Ciężko brzydka pannica!... Do stu piorunów, istny koczkodan — myślał o niej Anatol.
Panna Bourrienne ze swojej strony, układała w głowie cały romans, ujrzawszy Anatola. Ładna i przebiegła dziewczyna, mimo że była rzuconą w świat nieznany, samotna, bez ojczyzny, bez rodziny, nigdy nie zwątpiła o swoim przyszłym losie i ani jej w głowie postało, wisieć wiecznie przy starym księciu i przy jego córce.