Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

zdobyć się na nią. Była blada, wystraszona i stała drżąc jak osika z oczami spuszczonemi.
— Jeżeli udam, że nie spostrzegam wcale ojca złego humoru — mówiła sobie w duchu — pomyśli, że nie dbam o niego i nie okazuję mu życzliwości. Gdy będę milcząca i smutna, nazwie mnie nieznośną kapryśnicą, wiecznie chmurną i skwaszoną...
Książę istotnie zmierzył twarz przerażoną córki wzrokiem piorunującym.
— Głupia gęś! — syknął przez zęby zaciśnięte. — A gdzież tamta? Czy już i ją uprzedzono?... Gdzie jest księżna? Czy chowa się przedemną?
— Trochę cierpiąca — odpowiedziała Francuzka ze swoim najsłodszym uśmieszkiem. — To coś tak naturalnego w jej położeniu! Dziś nie przyjdzie na objad...
— Hm, hm! książę odkrząknął siadając ciężko przy stole.
Talerz wydał mu się źle obtarty. Rzucił go po za siebie. Tykon pochwycił go w powietrzu i podał do przetarcia lokajowi.
Mała księżna czuła się zupełnie zdrową, dowiedziawszy się jednak o wściekłym humorze księcia, wolała zostać u siebie i nie pokazać mu się wcale.
— Lękam się o dziecko: Bóg wie coby stać mu się mogło, gdybym przestraszyła się nagle — zwierzała się przed Francuzką, którą pokochała serdecznie. Panna Bourrienne spędzała u księżnej dni całe, a czasem nawet i noce. Liza nie żenowała się jej zupełnie i przed nią nie przestawała wygadywać na swego teścia, krytykując go i osądzając nader surowo, od pierwszej bo-