Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

biszewskiego i Langeron’a, które znajdowały się już w nizinie. Powitał żołnierzy z pułku pierwszego i wydał rozkaz wymaszerowania, okazując tem samem chęć dowodzenia kolumną osobiście. Zatrzymał się we wsi Pratzen. Do jego świty należał i książę Andrzej, podniecony, rozgorączkowany, pełen zapału, ale na pozór spokojny i zimny, jak zwykle wygląda każdy, gdy czuje się bliskim celu upragnionego. Dzień który się rozpoczynał, (był tego najpewniejszy), miał być jego Tulonem lub mostem w Arcole. Kraj i położenie wojsk rosyjskich, były mu znane tak dokładnie, jak każdemu z wodzów naczelnych. Co do jego planu strategicznego, którego nie mógł chwilowo wykonać, zapomniał o nim z kretesem. Ścigając w myśli plan Weirothera, pytał się w duchu, jakie też nastąpią zwroty i wypadki niespodziewane, które podadzą mu sposobność, popisać się z niezwykłą energją i szybkością w orjentowaniu się, jak też i w wykonywaniu poleceń w danym razie?
Na lewo u stóp góry, wśród gęstej mgły, jakieś wojska niewidzialne, zamieniały z sobą strzały karabinowe.
— Tam — mówił sobie — skoncentruje się bitwa. Tam okażą się zapory, trudności niepokonane, i w to miejsce wyszlą mnie z brygadą lub z dywizją. Wtedy ze sztandarem w ręce, puszczę się naprzód, rozbijając w puch, wszystko i wszystkich po drodze! — Tak wyraźnie snuły się przed nim obrazy wywołane bujną fantazją, że widząc defilujące bataljony, nie mógł wstrzymać się od pomyślenia: — Może właśnie z tym tu sztandarem rzucę się na nieprzyjaciela?
Ziemię pokrywał lekki szron. Topił się zwolna, prze-