Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

że zostało niepotrzebnie w drodze zatrzymane, nie widząc nikogo przed sobą, otoczone mlecznemi kłębami mgły okiem nieprzebitej, odstrzeliwało się leniwo, nie spiesząc się wcale. To szło naprzód, to stawało, odbierając rozkazy z góry, zawsze po niewczasie. Tak samo bowiem i adjutanci wysyłani z rozkazami, błądzili w mgle, szukając nadaremnie dywizji i tych, którzy niemi dowodzili. Ten smutny los podzieliły trzy pierwsze kolumny, schodzące w wąwóz coraz niżej. Czy nieprzyjaciel był rzeczywiście oddalonym od nich z centrum swojej armji o dziesięć wiorst, jak niektórzy twierdzili? Czy też był tuż blisko, zakryty mgłą przed ich wzrokiem? Nikt o tem nie wiedział aż do godziny dziesiątej z rana. Czwarta kolumna, którą dowodził sam Kotuzow, zajęła była płaszczyznę powyżej Pratzen’u.
Gdy to wszystko działo się w szeregach armji rosyjskiej, Napoleon otoczony swoimi marszałkami stał na wzgórzu pod Schlapanitz. Po nad głową miał niebo lazurowe. Olbrzymia tarcza słoneczna, niby łódź płynąca aby podpalać okręty, kołysała się nad mgły mlecznemi bałwanami. Ani wojsko francuzkie, ani Napoleon, otoczony swoim głównym sztabem, nie znajdowali się z tamtej strony strumienia i wąwozów, pomiędzy wsiami Sokolenitz i Schlapanitz. A według planu, armja sprzymierzonych miała zająć właśnie to stanowisko, i zacząć atak. On zaś tymczasem umieścił się wręcz przeciwnie wszelkim planom i kombinacjom Weirothera, tak zaś blisko armji rosyjskiej, że mógł stojąc na pagórku, rozróżnić gołem okiem oficera od prostego szeregowca. Miał na sobie ów historyczny surdut szary, w którym