Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

kania i złorzeczenia Niemcom. Zapał pierwotny zmieniał się zwolna w żołnierzach w najwyższe rozdrażnienie, spowodowane idjotycznemi rozporządzeniami, które pochodziły rzeczywiście od Niemców.
Całe owe zamięszanie sprawiła konnica austrjacka, przez fałszywy manewr ku rosyjskiemu lewemu skrzydłu. Główni dowódzcy, znalazłszy czoło armji rosyjskiej zbyt oddalone od prawego skrzydła, kazali cofnąć się całej konnicy, i skierowali takową ku lewemu skrzydłu. W skutek tego rozkazu, kilka tysięcy koni przesuwało się pomiędzy kolumnami piechoty, wstrzymując ją w pochodzie.
Jeden z jenerałów rosyjskich skłócił się na dobre z tego powodu z przewódzcą austrjackim. Rosjanin krzyczał w niebogłosy, żeby konnica stanęła, póki nie przejdzie rosyjska piechota. Austrjak składał się, że w tem nie ma jego winy, tylko taki rozkaz wydano mu z góry. Tymczasem wojsko stało w miejscu, i stało! milczące, ponure, ostygając zwolna i tracąc animusz, którym zrazu pałało. Po godzinie stania w polu, kolumny ruszyły dalej, zchodząc coraz głębiej w wąwóz. Tu mgła opadająca, stawała się coraz gęstszą, podczas kiedy u góry niebo było już zupełnie jasne, bez jednej chmury. Naraz wśród mgły okiem nieprzebitej rozległ się strzał pierwszy, za nim dalsze w nierównych odstępach. Później zaczął się ogień rotowy gęsty i ciągle podsycany, powyżej strumienia pod Goldbach.
Nikt nie liczył na spotkanie się w tem miejscu z nieprzyjacielem. Gdy wojsko rosyjskie wpadło tak znienacka na niego, nie zachęcone ani jednem słowem przez swoich dowódzców, a pod wpływem przykrego uczucia,