Strona:Lew Tołstoj - Djabeł.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Te sprawy wśród ciągłych powodzeń i niepowodzeń zatruwały Eugenjuszowi życie w tym pierwszym roku. Ale w siedem miesięcy po ślubie, w jesieni przyszła i inna bieda. Liza wyjechała wózkiem naprzeciw męża, wracającego z miasta, spokojna zwykle klacz zaczęła się rzucać, Liza przestraszyła się i wyskoczyła z wózka. Skok był bardzo szczęśliwy, bo mogła przytem zaczepić suknią okoła, ale że była już w odmiennym stanie tej samej nocy rozchorowała się, a wydawszy dziecię przedwcześnie na świat długo nie mogła przyjść do siebie. Strata dziecika, gorąco upragnionego, choroba żony i spowodowany tem nieład w domu, a przedewszystkiem ciągła obecność teściowej, która natychmiast do nich, przyjechała, sprawiły, że rok ten dla Eugenjusza byniezmiernie ciężkim.
Ale mimo wszystko pod koniec roku czuł się bardzo dobrze. Po pierwsze, jego marzenia o podniesieniu upadłego majątku i wznowieniu starego życia rodzinnego w nowych formach, chociaż z trudem i powoli, ale urzeczywistniały się. Nie mogło już być mowy o sprzedaży całego majątku, który chociaż przeniesiony na imię żony, był uratowany, a jeżeli dopisałyby buraki i cena na nie, była nadzieja, że już w najbliższym roku wszelkie kłopoty i obawy znikłyby zupełnie. To jedno.
A powtóre, nie spodziewał się nigdy znaleźć tyle skarbów w swojej żonie. Było to daleko więcej niż oczekiwał. Nie było między niemi uniesień i zachwytów, jak między zakochanymi, bo chociaż czasem próbował je wywołać, wychodziły blado, ale