Strona:Lew Tołstoj - Djabeł.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


za to znajdował w niej wesele, miłą swobodę ducha i czuł, że mu lekko żyć na świecie. Nie wiedział, skąd się to w nim brało, ale tak było.
A przyczyna była ta, że ona zaraz po zaręczynach powiedziała sobie, iż ze wszystkich ludzi na świecie Eugenjusz Irtnejew jest najdoskonalszym, najrozumniejszym i najszlachetniejszym i dlatego jest obowiązkiem wszystkich służyć mu i przymilać się, a ponieważ nie można wszystkich zmusić do tego, więc trzeba to robić przynajmniej samej. I wszystkie jej siły duchowe szły tylko w tym kierunku, aby się dowiedzieć i odgadnąć, co mu jest miłem i tylko tak postępować mimo jakichkolwiek trudności.
Było w niej to, co stanowi główny urok stosunku z kochaną kobietą: miłość dawała jej jasnowidzenie jego duszy. Czasem miał wrażenie, że ona lepiej rozumie stany jego duszy i każdy nawet odcień jego uczuć niż on sam, zawsze postępowała zgodnie z tem, nigdy go nie rażąc, a zawsze łagodząc niemiłe, złocąc radosne chwile. Pojmowała też jego myśli doskonale. Najbardziej obce dla niej dotychczas sprawy gospodarcze chwytała w lot i nietylko mogła z nim o nich mówić, ale często bywała dla ńpożytecznym doradcą. Na życie, na łudzi, na wszystko w świecie patrzyła tylko jego oczyma. Kochała matkę, ale zauważywszy, że mieszanie się teściowej w ich sprawy było Eugenjuszowi niemiłe,