Strona:Lew Tołstoj - Djabeł.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pierwszem z nią widzeniem się opowiedział jej, że spotkał męża i że ten mu się podobał.
— Drugiego takiego w całej wsi niema — odpowiedziała z dumą.
Zdziwiło to Eugenjusza i myśl o mężu zaczęła go teraz męczyć. Zaszedł raz przypadkiem do Daniły, a ten rozgadawszy się, powiedział mu wprost:
— Pytał mnie onegdaj młody od Mychaiła, czy to prawda, że baryń żyje z moją żoną. Powiedziałem, że nie wiem. I — powiadam — lepiej z baryniem, jak z mużykiem.
— Cóż ort na to?
— A nic. Powiada: poczekaj, jak się dowiem, dam ja jej.
„Jak wróci mąż, to ją rzucę”, pomyślał Eugenjusz.
Ale mąż był narazie w mieście i stosunki trwały dalej.
„Jeżeli będzie trzeba, zerwę zupełnie i śladu nie będzie“ myślał.
Wydawało mu się to wątpliwem, bo przez całe lato zajmował się gorąco gospodarstwem, budową nowego chutoru, zbiórką i przedewszystkiem spłatą długu i sprzedażą nieużytków. Pochłaniało to wszystkie jego myśli od rana do nocy. To było życie, prawdziwe i istotne. Stosunki zaś ze Stepanidą — nawet nie nazywał tego stosunkiem — były zgoła drobiazgiem. Prawda że skoro opadło go pragnienie