Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.




Rozdział VIII.
Skuteczne sidła.

Na moment oczy Ludwika przymknęły się lubieżnie, a na pobladłych wargach prześlizgnął się uśmiech.
„Djana z lasów Senart,“ wyszeptał.
„Albo wyzywająca Gracja,“ rzekła pani de Mailly.
„Czarodziejskie domino z ostatniej maskarady!“
„Którego chustkę podniosłeś, Ludwiku!“ rzekła tonem dawnej poufałości.
„Jej mąż ma bardzo przykre oczy!“ skrzywił się.
„Nie liczy się. Pani d’Étioles go nie kocha.“
„Wiem o tem. Przypisuję jej lepszy gust.“
„Jest skarbnicą dobrego smaku. Marzy o królu od dziecka.“
„Czyżby?“ uśmiechnął się. „To mówi o niej dobrze. Przez moment trwało milczenie.“
„Więc pani d’Étioles!“ nastawała powiernica chwili.
„Na jednę noc?“ spytał figlarnie, przymykając jedno oko.
„Źle oceniasz Joannę, Sire!“
„A choćby na kilka nocy!“ westchnął. „Czy warto? Wierzaj mi, pani de Mailly, polowanie na kuropatwy więcej nieraz daje mi satysfakcji, niż uciecha miłosna... i mniej nuży. A zwłaszcza nie pozostawia tak gorzkiego osadu przesytu.“
„Czemu na kilka nocy? Może i na dni... tygodnie... Spróbuj, królu.“

55