Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Wezwałem panią, żeby się wyskarżyć. Nudzę się — nudzę śmiertelnie... Nie widzę przed sobą nic i... za sobą nie widzę nic. Korona królewska jest drwiną, skoro Opatrzność nie zagwarantowała monarchów przed nudą. Co pani myśli o uczuciu nu—dy?“
Była zakłopotana, ale spryt jej znalazł odpowiedź.
„Jest to uczucie par excellence królewskie. Dowodzi ono, że król posiada wszystko... aż do zbytku, aż do przesytu.“
„To komplement. Skoro wezwałem panią na powiernicę nocy bezsennej, to nie racz mnie zdawkowemi komplementami. Mów ze mną, jak z człowiekiem — jeżeli król może nim być. Przecie pani chyba wiesz najlepiej (uśmiechnął się z lekkim cynizmem), że nie zawsze chodzę w koronie i purpurze, siedzę na tronie i berło trzymam w ręku... Wygląda się inaczej także!...“
Milczała. Mówił dalej żałośnie:
„Ja wiem sam dobrze o tem, że jestem czemś trochę powyżej ludzi i poniżej Boga. Mieć w ręku prawo śmierci nad każdym ze swoich poddanych, to jest olbrzymia wysokość. I skoro w nią wierzą miljony, to i ja mam prawo wierzyć. Widzę siebie w zwierciedle opinji ludzkiej, w pryzmacie poglądów świata. Ale przychodzi ta przeklęta nuda — nie daje mi spać, zdziera ze mnie wielkość i purpurę obraca w łachmany. Król przewracający się na łożu w noc bezsenną jest nędzarzem. A cuchnący chłop, śpiący twardym snem po pracy na mierzwie w polu — jest więcej, niż monarchą... jest szczęśliwcem. Nie! nie! pani Mailly — nuda nie jest najwyższem uczuciem — jest chorobą. I chciałem zapytać panią, czy nie znajdziesz na nią lekarstwa, bo co do moich medyków, to są

50