Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dział na tronie raczej przez tchórzliwy egoizm, niż z przekonania, z obawy przed próżnią, i pożądania miłostek i rozrywek. Ale nuda była jego demonem, wierną towarzyszką — nudą tchnęła historja jego wielu miłostek, nuda wyzierała z kaprysów, zabaw, przesytu, wstrętu. Król pełnił obowiązki majestatu, a człowiek ziewał i gwizdał. Miał chwile okrutnej świadomości, kiedy oglądał bankructwo swojej duszy, roztrwonienie jej darów śród błyszczącej pustki dworu, niewolniczego pochlebstwa i bezmyślnych intryg swego otoczenia. Napozór jeszcze pożądliwy i lubieżny posiadał nieswoistą ciekawość śmierci. Pewnego dnia wysłał naprzykład na spacerze dworzanina na wzgórze, gdzie stał krzyż, aby sprawdził, czy to jest cmentarz; a kiedy wysłaniec powrócił z oznajmieniem, że ujrzał trzy świeże groby, król miał taką minę, iż obecna przytem młoda pani Mirepoix wyraziła się o tem; „jakby mu ślinka pociekła do ust“.
W tej nudzie tkwi zagadka cudownej mocy markizy Pompadour, która podjęła bohaterski wysiłek galwanizacji króla-trupa i w ciągu 20 lat wykonywała go z maestrją i poświęceniem, które śmiertelnie znużoną doprowadziły do wczesnej mogiły. Ale nie uprzedzajmy wypadków...

∗             ∗

Pewnej nocy — północ wybiła już dawno — Ludwik XV. nie mógł zasnąć. Posłał zdumionego kamerdynera po panią Mailly, dawną swoją i najmniej kochaną faworytę, o ile wogóle ten smakosz miłości kochać potrafił. Obudzona z twardego snu, zdumiona kaprysem królewskim, odziała się śpiesznie i przeszła

48