Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Stroskany jął się przechadzać ponownie.
„Jednak córka nie odpowiada za ojca,“ rzekła pani de Chevreuse. „Joanna-Antonina otrzymała wykształcenie, którego może jej pozazdrościć najarystokratyczniejsza dama. Jest tyleż mądra, co i piękna, jest w całem znaczeniu tego słowa...“
Nie dokończyła. Pani Châteauroux niby przypadkiem przeszła koło niej i nastąpiła jej tak mocno na nogę, że mówiąca krzyknęła z bólu.
„Co sie stało?“ zwrócił się król ze stopni tarasu.
Pani Châteauroux patrzyła ostro na panią Chevreuse, jakby dawała jej znak porozumienia.
„Nic!... reumatyczny ból w nodze... Jeżeli pozwolisz, Najjaśniejszy Panie, to odejdę. Czuję się niedobrze...“
Ludwik już nie słuchał. Chodził zatopiony w myślach, egoistycznie pochłonięty rozgrywającą się w nim walką zmiennych nastrojów.
Nagle rzucił z uśmiechem, zwracając się do księżnej Châteauroux:
„A co byś rzekła, droga Marjo Anno, gdybym wydał taki rozkaz:
Zakazuje się ojcom, skazanym na powieszenie posiadać piękne córki, zwłaszcza... jeżeli są mieszczanami.“
Pani Châteauroux śmiała się przez mimowoli nabiegające do jej oczu łzy. Ludwik dowcipkował dalej:
„Niestety! Nawet król Francji jest ograniczony w prawach. Nie mogę wydać takiego „ordonansu“.
„Jest niepotrzebny — Wasza Królewska Mość,“ rzekła pani de Chevreuse, „bo już został spełniony. Pani d’Etioles jest na szczęście córką pana de Tour-

36