Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dnia, niż król, i zasłyszał był już coś o nieznajomej od pani de Chevreuse — „że malowała to sama czarodziejka, bo to jest...“
„Nie mów nic, książę,“ poprosił król, jakby instynktownie opędzał się od zbyt mocno biorącej w posiadanie jego kapryśne serce wizji, — „to była... bajka!... Słucham jeszcze muzyki jej głosu... Na cóż tonom imię?“
Podobał się sam sobie w tej roli spowijającego zagadkę w piękne słowa i nie silącego się jej rozwiązać...




34