Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


położyć kres kalumniom, odejść skromnie, zniknąć światu z oczu — nie pozwoliłeś mi. Dlaczegoś to uczynił?“
„Boś była potrzebną Królowi!“
„Wtedy dwór mi był wstrętny, Król zranił mi serce obojętnością, sama... nie upodliłam się do cna. Miałam w sobie odwagę zerwania. Rozdarłeś mój list do Króla. Czemu?“
„Bo potrzebna byłaś Francji!“
„Ale teraz... czyż lepiej będzie, gdy odejdę wygnana, wyżeniona wzgardą? Ach, Berni! radź — radź... Może lepiej będzie, jeżeli wyjdę zaraz z bram Wersalu — nazawsze.“
„Nie! czekaj... wiem, że Machault ma przyjść. Nie wolno ci ustąpić, bo jeszcze jesteś potrzebna. Tyle kół w maszynie państwowej łączy się z kółkami twego mózgu, że... nie wolno ci odejść. I to teraz, gdy wojna rozpętała się na dobre. Twoje odejście — to wstrząśnienie — tysiąc intryg i ambicyjek prywaty rzuci się do żeru.“
„Nie przeceniasz mnie?“
„Cenię, bo porównywam z innymi.“