Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/200

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


fortecy. Dozorcy ukarani aresztem za niedopilnowanie więźniów znęcali się nad nim mściwie za niełaskę, która ich przezeń dotknęła. Byli złośliwsi od szczurów. Bo szczury, które początkowo nie dawały mu spać w tej ciemnicy, gdzie spędził czterdzieści miesięcy karnych za ucieczkę wyjadały z pod niego słomę i gryzły mu twarz i ręce — dały się w końcu anielsko cierpliwemu oswoić. Przychodziły i odchodziły za jego wolą, posłuszne tonom fujarki, którą zrobił sobie z przypadkowo znalezionej pod słomą gałązki bzu. Smętnie wygrywał na niej tym swoim nowym — i jedynym przyjaciołom.