Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


holender, nakarmił go i dał mu przytułek. Później spotkał go rodak, który dał mu pieniędzy.
Latude był na wyżynie szczęścia; sądził się bezpiecznym pod ochroną Generalnych Stanów wolnego kraju...
Ale szło za nim Fatum: miało piękną twarz kobiety którą on zuchwale niegdyś nazwał „zwiędłą czarownicą i przygłupią konkubiną“ — miało mściwe oczy Pani de Pompadour!