Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



Rozdział XXV.
Akord dwóch tonów nienawiści.

Irlandka „Morphil“ była narzeczoną przybyłego z Włoch złotnika d’Allegre’a, właściwie d’Allegri, pochodzącego ze zubożałej rodziny szlacheckiej. Młodzieniec zjawiał się co wieczora u wyjścia z fabryki porcelany w Sevres, aby odprowadzić do domu dziewczynę, którą kochał namiętnie i o którą był okrutnie zazdrosny. Pewnego dnia znikła. Mówiono mu, że przejechała po nią do fabryki jakaś wielka dama, zawoalowana, która nie wyszła z zamkniętej karety i poleciła ją wywołać, nazwawszy po imieniu.
D’Allegre był poprostu obłąkany. Porzucił robotę. Udał się do Paryża. Wiedział o tem, że markiza w czasie niedawnych odwiedzin fabryki pochwaliła urodę dziewczyny i spytała ją o imię. To był ślad. D’Allegre szedł po nitce do kłębka. Wkrótce odkrył tajemnicę „Jeleniego Parku“. Zakradł się do domku uciech królewskich — błagał dziewczynę, aby doń powróciła — wyśmiała go i odwróciła się ze wzruszeniem ramion i słówkiem: „głuptas!“
D’Allegre znienawidził dziewczynę, a tem uczuciem ogarnął zarazem cały ród kobiecy. Nie uczynił nic złego ex-narzeczonej, albowiem był z natury pełen dobroci. Miał jeszcze dwa rysy wybitne w charakterze: był sam dziewiczy — i pierwszy zawód wzbudził w nim wstręt do rozpusty i zdrady, których symbolem była dlań Ewa