Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


stosowne donieść Watykanowi, iż „Sułtanka bodaj ustąpi z dworu wobec nowej gwiazdy“. Była to pomyłka. Sama pani de Pompadour odnalazła ten rubensowski typ o miękkiem, pełnem dołeczków ciele, z uśmiechającemi się szelmowsko oczętami wyniosła z nizin fabrycznych — wypolerowała jako tako naukę tańca, zdobytą fenomenalnie prędko przez zgrabne nóżki — zarekomendowała małą malarzowi Boucher, jako model, i ukazała ją Królowi na obrazie o treści biblijnej, nabytym dla Królowej, jako jedną z postaci w grupie kobiet, dążących na Paschę do Jerozolimy. Król stracił głowę z zachwytu — zapytywał: czy coś podobnego istnieje w naturze?“ markiza odpowiedziała z uśmiechem: „zdaje się!... zresztą sam się o tem przekonaj!“ — i odwiozła go do „Jeleniego Parku“. Ludwik wszedł — zastał małą Irlandkę, która zadała mu naiwne pytanie: „Czy pan jesteś tym księciem z Polski, na którego mam tu czekać?...“ W tej chwili usłyszał odjeżdżający powóz markizy i... zrozumiał, że mu dano godzinkę czasu do sumiennych oględzin modelu Boucher’a.
Tak się to zaczęło. Król znalazł, że Markiza jest zachwycająca w nowy sposób i... przez kilka tygodni odwiedzał prześliczną Irlandkę, póki się nie znudził. Oczywiście sekret został wyszpiegowany — i rozchodził się na dworze w sekrecie...
Ze sprawą Irlandki wiąże się w naszej powieści sprawa d’Allegre’a, drugiej ofiary Markizy de Pompadour — po panu Latude.