Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dawalniając nagle kaprysy zmysłów — był w myśl planów markizy pancerzem przeciw jego zamiarom zaopatrzenia się w nową faworytę. Ta, która zdobyła to stanowisko ostatnio — markiza de Pompadour — okazywała się podwójnie cenną: pełniła swoje obowiązki ministerjalne, do których wdrożyła się rozumem i doświadczeniem, szanowanem przez króla i... nie przeszkadzała mu wzorem zwykłej zazdrości kobiecej w dogadzaniu swoim potrzebom Don Juana na tronie. Przeciwnie — była aż tak mądrą, że sama im dogadzała dyskretnym wyborem i poświęcającem siebie usunięciem się w porę. Sparaliżowała w ten sposób wszystkie zabiegi otoczenia, które starało się narzucić królowi nową faworytę. Staraniem markizy było, aby „kąsek“ podrzucony przez nią królowi, był możliwie bezimienny, tak niewysokiej rangi co do kultury duszy, iżby zmysłowa igraszka nie przeszła w przywiązanie serdeczne, — myśl uczynienia najmilszej z ofiar chuci faworytą nie mogła nawet na moment błysnąć monarsze; starała się zarazem, aby ów „kąsek“, oceniany pod specyficznym kątem widzenia, był tak pociągający, tak apetyczny, iż przewyższał to wszystko, co intryga dworska podsuwała mu najpiękniejszego i najbardziej utytułowanego na dworze, jako zastępczynię faworyty, która przestała być miłośnicą. Mnogością ślicznych rywalek, służących za rozrywkę królowi, zmienianych w momencie przesytu, odsunęła groźny cień rywalki w miłości i władzy, nie dając mu wcielić się w żywy kształt.

Zarzućmy dyskretną zasłonę na igraszki Luwika w „tej pułapce na ptaki“ i nie badajmy schodzącej w niziny dróg cynizmu i upokorzeń moralnych duszy