Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



Rozdział XXIII.
Jej sekret.

Choiseul-Stainville długo jeszcze poglądał za nią, gdy odeszła, rzuciwszy owo słowo: „Zrobione!“ naśladujące niedawne „zrobione“ odpalonej małej Romanet, które zakomunikowali jej ludzie usłużni. Pomyślał: „Ta kobieta ma na twarzy uśmiech wiecznej wiosny“ — i westchnął. Może, gdyby przeszukał tajniki swego serca, znalazłby tam uczucie, do którego przyznać się nie chciał, bo stawałoby wpoprzek szanowanym przez starego arystokratę przywilejom króla.
Ale jakżeby się zdziwił, gdyby mógł zobaczyć za chwilę nieszczęsną faworytę, padającą z gorzkim płaczem w ramiona pani Hausset, w czterech ścianach swojej gotowalni.
„Spać! spać! spać chcę!“ wyrywał się krzyk z głębi jej piersi, „jestem zamęczona, droga Hausset. Nie wytrzymam tej tortury! Oby dziś nie przyszedł...“
„Powiem mu, że pani jest chora.“
„Idź... powiedz... Ale boję się, że się urazi... Nie! nie chodź!...“
„Ależ pani jest śmiertelnie blada.“
„Podaj mi róż... i ziółka.“
W tej chwili zapukał kamerdyner królewski, wywołał panią Hausset. Powróciła:
„Król dziś nie przyjdzie. Jest zmęczony.“
Twarz pani Pompadour lśniła radością...