Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



Rozdział XIX.
Koło fortuny.

Markiza otworzyła list, dołączony do pudełeczka. Treść mówiła o tem, że jakiś ubogi chemik błaga markizę Pompadour o wypróbowanie wynalazku, nad którym trudził się przez lat trzydzieści — proszku, któremu nadał nazwę „pulvis dualis victor“, albowiem użyty, jako puder, zapewnia świeżość cerze, nadaje skórze gładkość niezrównaną, piękny połysk i zabezpiecza ją od piegów, przyjęty zaś wewnątrz, dzięki sekretnym składnikom, niszczy znużenie, przywraca apetyt, usuwa niedomagania żołądka i pobudza wszystkie soki żywotne — czyli jest podwójnie zwycięski nad „zewnętrznemi i wewnętrznemi wpływami, szkodzącemi organizmowi.“ Chemik podpisał swoje nazwisko nieco niewyraźnie, wskazywał adres stały w pogranicznem mieście Szwajcarji, użalał się, że zmuszony jest błąkać się, jak włóczęga, po Paryżu, straciwszy na wynalezienie swego „uniwersalnego“ środka cały swój majątek i prosił o wywołanie go przez urzędową gazetę po miesiącu, o ile najświatlejsza i najdobroczynniejsza Markiza przekona się, że jego wynalazek nie jest owocem „zarozumiałości uczonego,“ lecz błogosławieństwem cywilizacji, i o ile pozwoli nadać mu jej wdzięczne nazwisko, co utoruje wynalazcy drogę do sławy i majątku.