Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



Rozdział XVIII.
W ermitażu Fontainebleau.

Pani de Pompadour od wczoraj bawiła w Fontainebleau. Nie było tu tego przepychu, jak w innych pałacach tej zbieraczki dóbr ziemskich, ogarniętej gorączką budowania zamków miłości dla siebie i dla króla, jak naprzykład w Crécy, kupionem za 650.000 liwrów, imponującem cudami otaczającego gmach parku, w Celle, Compiègne, lub Choisy, wszędzie gdzie jej ręka do olbrzymich sum kupna dołączała podwójne, lub potrójne wydatki na przeróbki i ozdoby starych siedzib arystokratycznych. Fontainebleau, jakkolwiek piękne, nie dorównywało zgoła dźwiganemu dopiero zamkowi Belle-vue, gdzie na terenach, wybranych jej estetycznem okiem, pracowało spiesznie 800 robotników, kładąc fundamenty do wspaniałej budowli w głębokości 120 stóp pod ziemią.
Eremitaż w Fontainebleau służył, jak mówiono żartem w owych czasach — tylko do podania Ludwikowi XV. dwóch świeżo ugotowanych jajek podczas wycieczek z faworytą i mieścił dla tego celu wielkie przybudówki gospodarskie i bajecznie drogie kurniki. Był to uroczy dom jednopiętrowy o niewielu apartamentach dla króla i jego miłośnicy, z wielką jadalnią na Potrze i zbiorem starożytności. Czasami zresztą zwoływana była tu Rada ministrów.