Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gringalet otworzył oczy ze zdumieniem. Schylił się tak kornie, że omal łbem nie uderzył o ladę.
„Kiedy poczta będzie przejeżdżać, zamów miejsce dla mnie... i przyjdź zapukać. Zniesiesz mi rzeczy. Nie! — nie potrzeba — zostaną pod twoją opieką. Ale odpowiesz mi za nie głową... I odwrócił się z dumą granda.“

Wieczorem tegoż dnia Latude był w Paryżu. Udał się do wydziału korespondencji i oddał jakiś pakiecik z listem do Markizy de Pompadour w Fontainebleau, gdzie, jak się dowiedział, bawiła obecnie. Potem udał się do klubu — pił wiele — i przegrał wszystko złoto, otrzymane od Woltera. Ale nie martwił się bardzo. Zostawił sobie kilkadziesiąt sous na omnibus do Fontainebleau. Przeto sądził, że ma drogę naoścież otwartą do Szczęścia i Sławy!