Strona:Leo Belmont - Markiza Pompadour miłośnica królewska.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Nuda jest śmiercią Króla, siedzącego na tronie i zaraza nudy idzie na kraj! Markiza de Pompadour niepojętym trudem zabiła nudę, zabijającą nam żywego Króla. Zniszczyła w Wersalu poziewanie godzin pomiędzy śniadaniem i obiadem, obiadem i wieczerzą, snem i przebudzeniem. Poświęcając całą swoją istotę, porwała Ludwika w wir nieustannych zajęć, odebrała mu każde mgnienie oka, w którem mógłby sobie rzec, jak dawniej sto razy na godzinę; ,Nudzę się!‘ obrzydliwe słowo, niegodne królów, człowieka niegodne, bluźnierstwo przeciw... Bogu!...
„Zabrała mu całą pracę państwową, ,wykłóciła’ go od ministrów, schowała przed natręctwem posłów, jęła mówić jego imieniem do parlamentów: ,my‘ — ale miała do tego prawo. Król dziedziczny — wybraniec kołyski, a nie geniuszu — jest po to, aby panował, a nie rządził. Dała jasność szczęścia jego oczom, aby godnie reprezentowały przed światem Francję — zniszczyła na jego czole cień troski, chmurkę zmęczenia zbyt trudną dlań myślą — rzeczy nieprzyzwoite u monarchów.
„Musiała w tym celu roztoczyć dlań skarby czarów niewieścich, żartobliwości, wdzięku, dowcipu, wesela — maskującego powagę duszy, surowość czoła, ostrość głosu, zniewalającą do posłuchu ministrów w sprawach interesów Francji! Stała się dlań śpiewaczką, wirtuozką na klawicymbale, Szecherezadą, usypiającą go do snu...
„Rozgromiła apatję i lenistwo króla... Któż wyliczy te ustawiczne z nim spacery, wypełnione jej mądrym szczebiotem, te ciągłe wycieczki do Crecy, Compiègne, Bellevue, aby zagłuszyć jego nudę — przy nieoszczędzaniu własnych sił, przy słabem zdrowiu,