Strona:Leo Belmont - Kukuryku czy kikeriki.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   28   —

wa, tak umiejętnie uchronione od zagłady wyrazy nie mające żadnej wartości w otoczeniu dziur, — jakgdyby szczury Brytańskiego Muzeum pełniły przy nim świadomie niszczycielską funkcję i wyobrażały sobie, że właśnie tak, a nie inaczej gryźć i szarpać nakazuje obowiązek!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Nie możemy więc nic powiedzieć czytelnikom o pochodzeniu, wychowaniu i losach czubatego kogutka, który pierwszy krzyknął przed obliczem zgromadzonego ludu: „kikeriki!“ Nie znamy całokształtu jego teoryi, ani nie możemy prześledzić, w jaki sposób myśl jego doszła do śmiałej negacyi hymnu narodowego „kukuryku!“
Nie znamy nawet prawdziwego jego imienia, a tylko nadany mu przez przeciwną partję przydomek „Czubek“. Wiemy z dalszych kartek manuskryptu, poszarpanych nie tak bezlitośnie, jak te, o których mówiliśmy we wstępie niniejszego rozdziału, że już znacznie później, po śmierci Czubka, ktoś ze starszych zgromadzenia, mówiąc o nim, do przydomka „czubek“ dodał jeszcze ostry przydomek „cham“, czem prawdopodobnie objaśnia się ten fakt, że ród „czubatych“ kogutków słynie dziś jeszcze jako „hamburski“.
Znanem jest z poprzedniego opisu (por. rozdz. 2-gi) wrażenie osłupienia i zgrozy, wywołane śród ludu przez zapiany niespodziewanie nowy hymn: „ki-ke-ry-ki!“
Ale niepojętem jest dla nas, w jaki sposób „Czubek“ uniknął zadziobania na śmierć, w jaki sposób oszołomienie starszych zgromadzenia mogło zajść tak da-