Strona:Leo Belmont - Królewska miłośnica.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


madzenie Narodowe i zatwierdzonej przez króla, oraz zasadzie braterstwa wszystkich Francuzów.“
I czterdzieści tysięcy ust odpowiedziało gromowo:
— Przysięgamy!
Zagrzmiały działa — dźwiękly trąby, brzęczał oręż gwardji, błyszczały szable w powietrzu.
Burza zachwytu zakołysała tłumem, gdy król wyrzekł słowa przysięgi na Konstytucję. Królowa podniosła w górę delfina, wołając: „ja i syn mój jesteśmy w zgodzie z nastrojem ludu!„
Odpowiedziały jej oklaski i krzyki radosne.
Nie była to jeszcze znienawidzona przez masy „Austrjaczka“ i drwinkowato przezywana potem, „Madame Veto“ — małżonka „króla Veto“...
Deszcz nie zepsuł uroczystości. Zmoczone tłumy parły na uprzątnięty z gruzów Plac Bastylji, gdzie na miejscu mrocznej twierdzy absolutyzmu widniały dzisiaj iluminowane szyldy z napisem: „Tutaj tańczą“.
Paryż bawił się do późnej nocy.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Coś jednak zburzyło pogodny nastrój księcia i jego towarzyszki ku końcowi uroczystości.
Powóz ich musiał zatrzymać się w tłoku. Nieopodal powozu stało troje ludzi, którzy gawędzili na stopniach trybuny, oczekując, aż ciżba się przerzedzi: było to dwóch mężczyzn i jedna kobieta.