Strona:Leo Belmont - Królewska miłośnica.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wszędzie kwiaty i sztandary. Sto jeden razy huknęły działa...
Niemiec Anacharsis Cloots przewodził deputacji narodów — właściwie francuzom, przebranym w rozmaite kostjumy cudzoziemskie. Przy Ołtarzu Ojczyzny odprawiono mszę z udziałem trzystu księży, ubranych biało i przepasanych trójbarwnemi szarfami. Niedostrzeżoną dla czasu ironją było, że mszę odprawiał nie kto inny, jak... Talleyrand, przyszły minister reakcji Burbonów.
Powitano okrzykami entuzjazmu bohatera uroczystości, Lafayette‘a, jadącego na białym koniu.
— Lękam się, że go później zabryzgają błotem. Zresztą on sam postara się o to siedzeniem na dwóch stołkach — ozwał się za Dubarry znajomy głos.
Książe d ‘Angremont wstąpił na stopień jej powozu.
— Nie ironizuj, zbyt mądry przyjacielu! — zgromiła go zlekka. Nie jest czas po temu, kiedy...
— ...Kiedy wszyscy chcemy być naiwnymi! — dokończył d‘Angremont.
Zmarszczka troski wystąpiła na czole de Brissac’a.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ale znowu porwała jego i Dubarry fala ogólnego entuzjazmu.
Lafayette wygłosił słowa przysięgi:
„Przyrzekamy nazawsze wierność narodowi, prawu, królowi, konstytucji, nadanej przez Zgro-