Strona:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   66   —

stała zgodność absolutna kroków dzisiejszych z wczorajszemi przewidywaniami Warszawy — o polityce więc ku wieczorowi niema potrzeby wiele rozprawiać. Słowem... powodem stłoczenia się w Udziałowej nie jest to, że warszawiak jest zwierzęciem politycznym (zoon politikon), chociaż jest nim w kwadracie!...
Socjologiczna metoda zawodziła zatym. Zagadka Udziałowej pozostawała wciąż zagadką. Próbowałem jeszcze miernika socjalnego z innej strony. Wyobraziłem sobie, że towarzyski zmysł warszawian dokonywa pracy skupiającej żywioły indywidualne gwoli drobnej orkiestrze, wygrywającej rozmaite „kawałki“ w Udziałowej. Rzecz przedstawiałaby się tak: jest orkiestra — naokoło orkiestry powstaje skupienie pierwszego rzędu — następnie formują się rzędy pozostałe. Ale i to rozstrzygnięcie nie wytrzymało krytyki: po pierwsze, niepodobna było wyjaśnić, czemu skupienie nie ogranicza się na obrębie muzycznych dźwięków, lecz przekracza go, gdyż zapełnione są kąty najdalsze, do których ani jeden ton nie dochodzi; po wtóre, sprawa skupienia, jak wskazywało doświadczenie, odbywała się odwrotnie: pierwsi, co przybywali, szukali odrazu miejsc najdalszych, w których „nie słychać rzępolenia“, czyli, wbrew powyższej hipotezie socjologicznej, skupienie nie odbywało się naokoło i dla muzyki! Używając terminów energietyki prof. Ostwalda, rzecz wyrażała się tak: energja orkiestry w Udziałowej nie przeobrażała się w energję towarzyską Udziałowców.