Strona:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   67   —

Postanowiłem ująć problemat w oświetleniu etyki, oczywiście — w duchu neo-kantowskim. Wypadało rozpatrzeć fakt tłoczenia się warszawiaków w Udziałowej co wieczora nie jako kategorję bytu (Sein), ale jako kategorję wartości (Wert). Objektywny pogląd nie doprowadził do niczego. Potrzeba było przeniknąć psychologicznie w subjekt warszawiaka, siedzącego w Udziałowej. Ponieważ dąży tam niezłomnie, uważa to zatym za swój obowiązek. Ponieważ siedzi tam w tłoku, owo tłoczenie się i siedzenie jest dlań wartością. Jaka to przyjemność? Niech będzie żadna! Błądziłem w moich rozumowaniach właśnie dla tego, żem stawiał to pytanie. Uległem „przesądowi hedonistycznemu“. „Eudajmonizm, czytam w Przegl. Filozoficznym, należy do najmocniej zakorzenionych przesądów filozoficznych. Zdanie, że człowiek dąży do szczęścia, uchodzi za pewnik, również wyświetlony, jak niezbity. Zdanie to jest nawskroś błędne. Człowiek nigdy nie dąży do szczęścia, do rozkoszy, odczuwa jedynie jako rozkosz i szczęście urzeczywistnienie swoich dążeń“.
Pozbywając się przesądu hedonistycznego, teraz dopiero jestem w możności rozwiązać zagadkę Udziałowej.
Siedzenie w Udziałowej nie jest szczęściem, rozkoszą, przyjemnością. Niepodobna w nim domacać się żadnych sprężyn utylitarno-hedonistycznych. Siedzenie w tłoku bez powietrza nie wspomaga bynajmniej sprawy rozwoju biologicznego. Nie jest również momentem ewolucji socjalnej! Ale z punktu etyki w duchu neo-kantowskim kwestja jest jasną.