Strona:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   62   —

biorąc pod uwagę tylko część mleczarni otwartą, z balustradą od ulicy. Przeczą temu jednak dwa fakty: względna pustka w wielu tego rodzaju zakładach, na otwartym powietrzu w Alejach i natłok spoconych i ciężko dyszących ludzi w zamkniętej części Udziałowej.
Więc to raczej nienawiść do świeżego powietrza?! Ale czy nie będzie to sprzeczne z ewolucją biologiczną?
Czy należy przypuścić, że warszawiak znajduje się już w okresie dysolucji? Przyzwyczajony do duszności w miejscach pracy, biurach, kantorach, magazynach i t. p., szuka w chwilach odpoczynku miejsc mocniej zatłoczonych, krępujących wszelką swobodę ruchu. Choruje na obawę przestrzeni. Cokolwiek świeższe powietrze wydaje mu się nazbyt rozrzedzonym. Nawet w Alejach czuje się, niby aeronauta, który wzbił się w zbyt górne strefy. Przeciętny warszawiak cofa się szybko od Alej ku Nowemu Światu. Rychło dobijać się będzie o miejsce w najdalszym od ulicy kącie Udziałowej. Dziś wprawdzie przekłada jeszcze miejsce od ulicy. Ale to stan przejściowy. Tymczasem funkcjonują płuca po dawnemu. Lecz funkcja ich słabnie i słabnąć będzie w miarę odzwyczajania się od powietrza. Nastąpi zanik płuc. W końcu XX wieku, po wysiedzeniu się kilku pokoleń w miejscach à la Udziałowa, warszawiak oddychać będzie już skrzelami. Następnie w wieku XXI wsteczny ruch biologiczny doprowadzi do zniknięcia skrzel rybich. Burżuazja warszawsko-udziałowa przerodzi się w glisty...