Strona:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   57   —

i nie ustało serce sprawiedliwości, — żydzi nie uczynią tego co mogą, nie narzucą Polakom przedstawiciela zoologicznego interesu żydowskiego, nie narzucą go spokojnym, nie łaknącym bynajmniej wojny cywilnej masom żydowskim, zatopionym w pociechach swojej surowej religji, zdobywającym z trudem chleb w najcięższych okolicznościach, i wiedzącym, że blask poselski pana Dawidsona nie nakarmi zgłodniałych i nie podniesie bezprawnych; nie narzucą go tym współwyznawcom, którzy, żyjąc na tej ziemi dłużej, odczuwają jej echa serdeczne żywiej i głębiej, i mają więcej praw do głosu, niż dalecy korepetytorzy nacjonalistów z Petersburga, którzy dają żydom wszystko... na papierze, tak samo jak dali Polakom autonomję.


∗             ∗

Dowiedliśmy, że żydzi nie muszą głosować na Kucharzewskiego, choć mogą. I dowiedliśmy, że nie powinni głosować na Dawidsona, choć mogą.
Zapytujmy teraz! czy mogą głosować na robotnika?
Ci, którzy wśród nacjonalistów, myślą, że nie mogą, nie zasłużyli — że tak powiemy — na zaufanie rządu, który wysłał ich do kolegjum wyborczego i pozwolił im zasiąść przy stole wyborczym wraz z trzema robotnikami, który udzielił im zaszczytu obrad z Polakami, tak zazdrośnie odejmowanego im przez nieprzewidującą koncentrację, walczącą z takim samo myślącym Dmowskiego.
Obywatel, który otrzymał prawo głosowania, ma prawo powierzyć mandat w kolegjum każdemu, kto go przyjmie.