Strona:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   26   —

73. I ukazał się w gromach. Jackan a w błyskawicach Dawidson i w piorunach Hindes i pytali: Azali nie nadszedł czas wyzwolin?
74. I odparły wszystkie ulice od Micraim a wszystkie domy od Wajksli:
75. Nie przejdzie Marków ani w czarnych, ani w białych rękawiczkach.
76. I rzekli im wodzowie: niechaj-że każdy weźmie w rękę oszczep legitymacyi, a w drugą listę żydowską i opasze się kartką wyborczą — a gdy będzie wielkie trąbienie, niech idzie i zwycięża.
77. I było trąbienie wielkiej trąby.
78. I szli synowie Moaba i synowie Ammona przeciw Izraelowi.
79. Ale Pan spuścił gęstą zasłonę, jako w Micraim we dni Faraona, gdy uchodził lud Święty (z łupami)
80. A tak miast na Izraela — szli przeciw sobie i wydrapywali sobie oczy kartkami wyborczemi (choć myśleli jedno i to samo).
81. A tak poległo czterdzieści tysięcy z jednej i czterdzieści tysięcy z drugiej strony.
82. Zaś asymilanci (że w ów dzień postanowili byli nie walczyć) zamknęli się i pościli:
83. Że zaś im Pan zabronił przeszkadzać Izraelowi zwyciężać!
84. Tylko niektórzy wychylali się z domu i szli w okręgi nieżydowskie, aby wesprzeć Cień, iżby nie przeszedł Baal na wozie.
85. Bo wszystko to był umyślił Pan dla zwyciężenia Edoma, iżby go ukarać za