Strona:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   21   —

promisu z każdym z pokolenia Benjaminowego?!“
25. Ale sami pocichu myśleli: „Kompromis to kompromitacja“. I nie chcieli na listach „pryzywnych“ pisać żadnego imienia z pokolenia Judy, bo się byli bali — a pisali imiona mechesów.
26. Co było znakiem ostrzegawczym od Pana dla ludu Izraela.
27. I był mąż święty na onej ziemi, zwał się Sokołow. I pisał:
28. „Jakże to oni robią zebrania w dzień Sądu Pańskiego (Jom Kipur), w czas, kiedy Pan dał synom Lewi oręż żargonu, a synom Benjamina legitymacje, a synom Judy deklarację praw!“
29. I rozgniewali się owi. A nie widzieli, że prezes gminy nie mógł przyjść. Bo go Pan zatrzymał był w dzień swój w synagodze. Gdyż dzień był święty.
30. I tak zepsuli cały interes. A nie wiedzieli, że rozumie to Józef. (Wehejm lon jodejnu bi szema Joltef).[1]
31. I sami zrobili sobie Cień onego z wozu i powiadali: „temu kłaniajmy się, a wyzwoli nas“.
32. I odjął był Pan rozum ich setnikom, a mówili Olchowicz i Libicki na głos w Filharmonji: „Wyzwoli nas od wroga“.

33. A myśleli „lud święty“. I mniemali, że Pan zrobi tarninę z cedru Libańskiego i że pewnie asymilowana palma pochyli się im na prawo, chociaż wiatr iść będzie na lewo.

  1. Por. Genezis: XVXII 23. „Józef“ użyto tu w znaczeniu „Izrael“, a nie w specjalnem: Wasercug.