Strona:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   22   —

34. I szedł Cień do Filharmonji, którą był Pan zbudował za namiestnictwa skarbnika Rajchmana i w której dowodził w one dni Birnbaum i która przynosi pełny dochód muzykalny tylko w dni odwiedzin Sema, a w dni Edoma jest kinematografem — i ten Cień mówił:
35. „Uzacnijmy bandel polski!“
36. A potem powiedział:
37. „Oni myślą tutaj tylko o tem: ile kosztuje łokieć ziemi“. (A myślał lud wybrany).
38. I był w onej ziemi naówczas jeden, najbezbożniejszy ze wszystkich ludzi, którego za odstępstwo Pan ukarał, że się ciągle śmiał, a serce mu pękało, Apikojres-Belmont, gorszy od Weiningera.
39. Który spiskował na zgubę Izraela we wszystkich miastach, bo powiadał: „cenzus oświatowy polski!“ (co znaczy: wierze przeciwny). I był wyklęty. Bo nawet Edom nie mógł słuchać mów bezbożnego i bojkotował jego myśli. A jak pisał, to schodziła z góry wielka jasność i konfiskowała to, co on pisał. I za karę Pan odjął mu mowę, bo wiedział, że bezbożnego nikt słuchać nie może.
40. I ów siedział tylko w Filharmonji na krześle wyklętem — i śmiał się.
41. Bo kiedy słuchał Cienia, to myślał po polsku:
42. „W domu powieszonego nie mówi się o sznurku“.
43. I myślał jeszcze po żydowsku, bo to mu Pan Bóg zostawił od ósmego dnia po urodzeniu: