Strona:Leo Belmont - A gdy zawieszono „Wolne Słowo”.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   19   —

bo nie uszanowaliśmy jeszcze dość nauki Rojmenowej. Ale weźmijmy wóz wyborczy, długi na sześć sążni a szeroki na dwanaście, i oblepmy go plakatami (plakajtes), ulejmy ze złota i srebra bałwana, co będzie na obraz i podobieństwo jego i wieźmy go przez miasto. A niech z tyłu idzie tysiąc „wyborszczykies“, a z przodu tysiąc „prystawes“ i niech krzykają:
12. Ma się ta cała ziemia pokłonić onemu.
13. I powiedział Dmowski: „Niech się stanie! A obiecuję wam, że w pięć minut urodzi się handel polski, a każdy producent polski będzie sprzedawał wszystko drogo, a każdy konsument polski będzie kupował wszystko tanio, i każdy wilk polski będzie syty, a każda owca polska będzie cała. I będzie raj na tej ziemi...“
14. A tak zrobili. I szły za wozem tysiące tysięcy. I kłaniali się. Tylko nie szli po „legitymacjes“.
15. A tylko Izrael nie pokłonił się cielcowi ze złota i srebra na onym wozie — i modlił się i szedł po „legitymacjes“. Bo wierzył w Pana.
16. I widział „Kurjer Warszawski“ i widział „Goniec“ i widział „Kurjer Poranny“, że źle jest, że nie ulęka się lew Judy wobec onego złotego bałwana, a jest wierny Panu.
17. Bo byli w onej ziemi mężowi święci, Jackan z pokolenia Lewi i Dawidson z pokolenia Benjaminowego, wnuk Dawidowy. I powiadali: „Nie bójcie się, a weźcie legitymacje. Wiekuisty przyrzekł zarazę na Moabitów, a grom na Ammonitów i pośmiewisko a zniszczenie na Edoma.