Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A wówczas służący, mimo dziwnego położenia, nie mogli powstrzymać się od śmiechu. Pewni, że on został oczarowany, chwycili go, dźwignęli na nogi i gwałtem zaprowadzili do świątyni — gdzie mu, na rozkaz kapłana, zdjęto mokre suknie, przebrano w suche i dano jeść i pić. A wówczas kapłan zmusił swego przyjaciela do zupełnego wytłumaczenia się ze swojego dziwnego postępowania.
Hoiczi długi czas nie chciał mówić, wkońcu jednak, wiedząc, iż jego postępowanie naprawdę zaniepokoiło i rozgniewało dobrego kapłana, postanowił zdradzić swą tajemnicę. Wobec tego opowiedział o wszystkiem, co się stało od pierwszych odwiedzin samuraja.
Kapłan rzekł:
— Hoiczi, mój biedny przyjacielu, grozi ci w tej chwili wielkie niebezpieczeństwo. Jakie to źle, że przedtem już nie opowiedziałeś mi o tem wszystkiem. Twoja, podziwu godna, sztuka sprowadziła na ciebie niebezpieczeństwo. Dowiedzże się, że nie odwiedzałeś żadnego domu, ale spędzałeś noce wśród grobów Heiké — zaś ludzie moi znaleźli cię ostatniej nocy, siedzącego na deszczu, przed pomnikiem Antoku Tenno. Wszystko, coś sobie wyobrażał, to tylko złudzenie, wyjąwszy jedno tylko, a mianowicie — wezwanie zmarłych. Uczyniwszy mu zadość, sam oddałeś się pod Ich władzę. Jeśli po tem, co już się stało, będziesz ich słuchać w dalszym ciągu, podrą cię na sztuki. Podarliby cię w każdym razie wcześniej — czy później. Niestety, nie mogę dziś w nocy pozostać z tobą, zaproszono mnie na nocne nabożeństwo, zanim jednak odejdę, muszę zabezpieczyć twoje ciało zapomocą wypisania na niem świętych egzorcyzmów.
Przed zachodem słońca, kapłan i jego pomocnik rozebrali Hoiczi, poczem namalowali, służącemi do pisania pędzelkami, na jego piersiach i plecach, gło-