Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/74

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wie, twarzy, karku, rękach, nogach i wszystkich członkach, nawet na stopach, podeszwach i wszystkich częściach ciała teksty ze świętej sutry, zwanej Hamija-Szin-Kijo. Kiedy to skończono, kapłan w następujący sposób pouczył niewidomego.
— Wieczorem, jak tylko wyjdę, musisz usiąść na werandzie i czekać. Będziesz znowu nawiedzony.
Jednakże, coby się nie działo, nie odpowiadaj i nie ruszaj się. Nie mów nic, lecz siedź spokojnie, jakgdyby pogrążony w rozmyślaniach. Jeśli się tylko ruszysz, lub w jakikolwiek sposób narobisz hałasu, zostaniesz podarty na strzępy. Tylko się nie lękaj i nie wzywaj przypadkiem pomocy — bo nikt ci nie jest w stanie pomóc. Jeśli dokładnie zrobisz tak, jak ci polecam, niebezpieczeństwo minie i nie będziesz się miał czego obawiać.

Kapłan, po zapadnięciu ciemności, odszedł, wraz ze swoim pomocnikiem, a Hoiczi, stosownie do otrzymanych wskazówek, usiadł na werandzie. Położywszy tuż przy sobie na podłodze lutnię, przybrał pozę medytacji i tak siedział cicho, starając się nie kaszlnąć i wstrzymując oddech. Tak przetrwał kilka godzin.
Aż wreszcie usłyszał kroki, zbliżające się od strony gościńca. Kroki te minęły wrota, przemierzyły ogród, zbliżyły się do werandy i umilkły tuż przed nim.
— Hoiczi! — zawołał głęboki bas.
Ale niewidomy siedział bez ruchu, zatrzymawszy oddech.
— Hoiczi! — z gniewem zawołał głos po raz wtóry.
A wreszcie po raz trzeci, groźnie:
— Hoiczi!
Hoiczi siedział nieruchomo, milcząc, jak głaz; głos zamruczał: