Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A czy ty, gdybyś mnie mógł dostać, opuściłbyś mnie?
Tak rozmawiali i spierali się, śmiejąc się często: tak miło było być razem. Nagle dziewczyna znowu spoważniała i rzekła:
— Słuchaj! Miałam dziś sen. Widziałam dziwną jakąś rzekę i morze. Stałam zdaje mi się nad brzegiem rzeki, tuż u jej ujścia do morza. I tak się bałam, tak się bardzo bałam, a nie wiem czemu. Naraz patrzę i widzę, że niema wody w rzece, niema wody w morzu, a są tylko kości Buddy. Ale ruszają się wszystkie jak woda.
A potem znowu zdawało mi się, że jestem w domu i że dałeś mi wspaniały jedwabny materiał na kimono i że to kimono już uszyto. Włożyłam je. Ale wtenczas znowu się zdziwiłam, ponieważ na pierwszy rzut oka różnobarwne, teraz było zupełnie białe, a ja, głupiutka, ułożyłam je na sobie tak, jak się układa suknie umarłych, na lewo. Tak udałam się do domów wszystkich moich krewnych i znajomych, aby się z nimi pożegnać, i mówiłam im, że odchodzę do Meido, zaś oni wszyscy pytali mnie dla czego, a ja nie mogłam im odpowiedzieć.
— To bardzo dobrze! — odpowiedział Taro — doskonale, jak się komu śni śmierć! Być może, że to zapowiedź naszego bliskiego ślubu.
Tym razem dziewczyna nie odpowiedziała i nawet się nie uśmiechnęła.
Taro milczał przez chwilę a potem dodał:
— Jeżeli myślisz, Joszi, że to sen niedobry, opowiedz o nim szeptem wszystkim roślinom nanten w ogrodzie i wtedy z pewnością się nie spełni.
Ale wieczorem tegoż samego dnia ojca Taro zawiadomiono, iż Mijahara O-Joszi ma się stać małżonką O-Kazaki Jaicziro.